Pokazywanie postów oznaczonych etykietą figurki 3D. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą figurki 3D. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 stycznia 2017

Koralikowy aniołek / A Beaded Angel

Święta już minęły, ale u mnie choinka stoi do 2 lutego. Dlatego postanowiłam upleść na nią małego aniołka. To braciszek aniołka z zeszłorocznego postu. ;)

Christmas time is over, however, my Chritmas tree will remain till 2nd February. That's why I decided to weave a small angel for it. It's a brother of the last year's one. ;)



Aniołka zgłaszam na wyzwanie Art-Piaskownicy. Skończyłam go już w zeszłym tygodniu, ale chciałam jeszcze przygotować instrukcję wykonania i opublikować ją razem z pracą. W tym celu porobiłam masę koślawych fotek, potem uznałam, że się nie nadają i zaczęłam rysować schemat, ale niestety się nie wyrobiłam z czasem. Udostępnię go, jak skończę, na razie wrzucam co bardziej udane zdjęcia z procesu twórczego, bo szkoda, żeby się zmarnowały. :)

The angel is my contribution for Art-Piaskownica's challenge. I finished it last week, but I also wanted to prepare a tutorial and publish it together with the work. I've took a lot of poor-quality pictures while working, then I considered them unsuitable and started drawing a pattern. Unfortunately, I got run out of time. I will publish the pattern as soon as I finish it, now I'm just going to show you my best photos of work-in-progress. I just don't want them to be made in vain. :)







To lubię najbardziej ;) / This is my favourite one ;)





http://art-piaskownica.blogspot.com/2016/12/temat-anio-edycja-sponsorowana.html

sobota, 30 lipca 2016

Sałatka owocowa / Fruit Salad

Ponieważ mam ostatnio trochę więcej wolnego czasu, postanowiłam poćwiczyć trochę technikę peyote i sprawdzić, czy uda mi się stworzyć w miarę rozpoznawalne miniaturki owoców. Na warsztat wzięłam gruszkę, jabłko, awokado, grejpfrut i cytrynę, która początkowo miała być bananem, ale temat mnie przerósł. Efekty okazały się - jak to z eksperymentami bywa - raz bardziej, raz mniej zadowalające.

Recently, I've got more free time, that's why I decided to practice peyote a bit. I wanted to check, whether I was able to make recognisable friut miniatures. And here they are: a pear, an apple, an avocado, a grapefruit and a lemon (initially a banana, but it was too much advanced for me). Some effects are satisfactory, some not, but it's always like that in the experiment.



Najbardziej udane owocki przyczepiłam do kółka od kluczy, tworząc niewielki breloczek. Zgłaszam go do lipcowego wyzwania Szuflady.

I attached the most successful ones to the keyring and prepared a small pendant. It's my entry for Szuflada challenge in July.


http://szuflada-szuflada.blogspot.com/2016/07/wyzwanie-7.html
 

sobota, 26 marca 2016

Pisanka-wyplatanka


No, więc ostatnio moja mama stwierdziła, że anielskiemu świecznikowi przydałaby się jakaś wielkanocna odmiana. Konkretnie, poprosiła mnie o wykonanie koralikowej pisanki. Zainspirowana więc wielkanocnymi cudeńkami mistrza Fabergé, postanowiłam zmierzyć się z tym wyzwaniem. I nie chodziło mi bynajmniej o dorównanie kunsztem rosyjskiemu złotnikowi. Problematyka była bardziej przyziemna: czy uda mi się bez żadnego schematu upleść foremne jajko. Początki były bardzo obiecujące:


Końcówka - trochę mniej. Ogólnie, liczba rzędów i koralików się zgadza, ale o ile żyłka sprawdza się świetnie przy drobnych pracach, przy tak dużej ażurowej formie wymiękła. Dosłownie.


Tak więc, docelowe jajko przypomina bardziej siedzącą kwokę. Albo gruszkę. Albo rosyjską matrioszkę. Tylko w środku nic nie ma.

A z tej perspektywy przywodzi mi na myśl grzybka:


Robiąc zdjęcia, można jednak (na szczęście) pomanipulować trochę perspektywą i trochę bardziej "ujajowacić" jajo:


Tak czy inaczej, jestem zadowolona z eksperymentu. Wynik jest na tyle dobry, że mogę spokojnie pochwalić się nim w sieci. A wnioski? W przyszłym roku pomyślę nad jakąś formą, albo pokombinuję coś ze ściegiem i grubością żyłki. Jest do czego dążyć. :)

Póki co, zgłaszam moją pracę do wyzwania Art-Piaskownicy.

http://art-piaskownica.blogspot.com/2016/03/temat-wielkanocne-jajko-edycja.html

I jeszcze jedno - choć na płaskiej powierzchni moje dzieło słabo współpracowało ze mną i z aparatem, w miejscu docelowym prezentuje się wyjątkowo dobrze, aczkolwiek trochę przewrotnie, bo dzierżący je dumnie aniołek ma styl ewidentnie bożonarodzeniowy (mimo to, w salonie rezyduje cały rok). Ale życzenia ode mnie są absolutnie jednoznaczne i szczere. Pogodnego świętowania! :)

 

sobota, 26 grudnia 2015

Anielskie Święta

Trochę monotematycznie tu ostatnio... Dzisiaj znowu o koralikach. Może powinnam zmienić podtytuł w blogu? ;)

Z zamiarem wykonania koralikowego aniołka nosiłam się już długo. Podobnie jednak, jak miało to miejsce w przypadku sterowalnych śliwek, nie zachwyciły mnie schematy znalezione w Internecie. Zależało mi na stworzeniu trójwymiarowej figurki z ażurową sukienką wyplecioną wyłącznie z drobnych (no, może nie najdrobniejszych) koralików. Metodą prób i błędów udało mi się osiągnąć satysfakcjonujący efekt, który oto z dumą prezentuję:


Jest to na razie prototyp, będę jeszcze eksperymentować z różnymi kolorami, wzorem sukienki, może nawet liczbą koralików w rzędzie. Aniołek jest drobniutki, początkowo planowałam zrobić cały zastęp celem powieszenia ich na choince, jednak po pierwsze - zginęłyby one wśród igieł, po drugie - przedświąteczny rozgardiasz pozwolił mi na sporządzenie jednego tylko egzemplarza. Całość zrobiona jest z mlecznych i złotych koralików w rozmiarze 8/o (sukienka) i 11/o (skrzydła), zaś głowę stanowi 12-milimetrowy Fire Polish.

Mimo choinkowego niepowodzenia, bardzo chciałam wyeksponować moje dzieło podczas wigilijnej wieczerzy. Po licznych przeprowadzkach, wreszcie znalazło ono miejsce na świeczniku. Dosłownie, bo taca, którą trzyma aniołek na zdjęciu, jest w rzeczywistości podstawką na nieduże świeczki.


A tak prezentuje się całość ekspozycji - iście anielska. ;)


poniedziałek, 30 listopada 2015

Uwaga na sterowalne śliwki!

Mam ambicję wrzucać przynajmniej jeden post w miesiącu. I niecałe dwie godziny na to, by zadośćuczynić tej ambicji w listopadzie. Nie żebym teraz coś na szybko próbowała sklecić, temat miałam gotowy już od pewnego czasu. A właściwie, od września. Bo wtedy moja przyjaciółka wyjechała na półroczną przygodę do mglistej i deszczowej Anglii. No, w sumie teraz w Polsce wcale nie jest lepiej, a właściwie to kto wie, czy Wyspy Brytyjskie nie cieszą się obecnie lepszą pogodą. Szczerze mówiąc, nie sprawdzałam.

Tak się akurat złożyło, że moje i przyjaciółki dzieciństwo przypadło na okres największej pottermanii. A wiadomo, że czym skorupka za młodu i tak dalej, w każdym razie jakaś część tego szaleństwa została nam do dzisiaj. Gdy dowiedziałam się, że przyjaciółka przez sześć miesięcy będzie kroczyć śladami Harry'ego (w geograficznym sensie, nikt nie miota w nią zaklęciami, chyba że nie mówi mi pewnych rzeczy), pomysł na prezent pożegnalny nasunął mi się sam. Bezpośrednim bodźcem była informacja, że aktorka grająca Lunę Lovegood sama wykonała biżuterię dla swojej bohaterki. Kolejnym, że miesiąc wcześniej pod wpływem impulsu kupiłam koraliki w pięknym odcieniu dojrzałej dyni. Wreszcie - przyjaciółka ma długie blond włosy. Skojarzenie nasunęło się samo.

Sterowalna śliwka, to owoc przypominający wyglądem pomarańczową rzodkiewkę. Znalezienie w Internecie zdjęć i schematów wykonania koralikowej rzodkiewki (zresztą, większość odnosiła się do rzeczonego owocu, nie jestem pierwszą osobą, która podjęła się tego wyzwania) nie nastręczyło mi zbyt wielu trudności. Oczywiście, żaden ze znalezionych modeli mi nie odpowiadał. Koniec końców, zdecydowałam się zmodyfikować mój ulubiony schemat wykonania peyotowej kulki autorstwa Pameli Jensen (link), zmniejszając odpowiednio ilość koralików w rzędzie i dodając ogonek oraz listki. Metodą prób i błędów doszłam do efektu zgodnego z moimi oczekiwaniami, co mnie samą, jako samouka parającego się beadingiem od niedawna, zaskoczyło tak bardzo, że pragnę podzielić się moim projektem ze światem. Z pozdrowieniami dla K. :)

Na początek, tradycyjne "making of":

Do prezentu dołączyłam jeszcze taką niedużą etykietkę:

A to już klipsy w pełnej krasie:

I tym sposobem wyrobiłam się godzinę przed grudniem. Mogę spokojnie zająć się ciastem na pierniki i ozdobami świątecznymi. :)