Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 sierpnia 2016

Czerwcowe kolczyki w sierpniu / June Earrings in August

Tak czasem bywa - w jednym miesiącu wymyślasz projekt, w kolejnym wcielasz go w życie, a ze światem dzielisz się jeszcze później. W taki właśnie sposób powstały kolczyki do kompletu z bransoletką "Noc czerwcowa".

Sometimes it happens - you have an idea of the project one month, turn it into life in the next one and share it with the world even later. That's the way I made a pair of earrings which match my "June Night" bracelet.
 



 



niedziela, 10 lipca 2016

Lawendowe lato / Lavender Summer

Wakacje nieodmiennie kojarzą mi się z całą gamą przeróżnych zapachów. Gdy odwiedzam moją babcię, lubię przejść się po jej pięknym ogrodzie i chłonąć obfitość barw, aromatów i dźwięków. Najbardziej jednak lubię stanąć przy grządce lawendy. Stanąć i patrzeć na falujące rzędy kwiatów w moim ulubionym odcieniu fioletu, wdychać ten niesamowity słodko-gorzkawy aromat i słuchać. Słuchać, bo lawenda przyciąga niezliczoną wprost ilość trzmieli. Uwijają się one niezmordowanie od świtu do nocy, a ja mogłabym godzinami stać i podziwiać, zafascynowana ich liczbą oraz słuchać basowego brzęczenia, jakie rozlega się wśród kwiatów. Próbowałam nawet uchwycić ten widok w kadrze, ale nic nie odda wrażeń, jakich można doświadczyć jedynie na żywo.

I always associate holidays with a range of different scents. When I visit my grandmother, I like to walk in her beautiful garden and absorb the plenty of colours, fragrances and sounds. What I like the most, however, is to stand near a bed of lavender. To stand and to look at rows of waving flowers in my favourite shade of violet, smell this wonderful sweet-bitter scent and listen. "Listen", because lavender attracts countless swarms of bumblebees. They work tirelessly from dawn till dusk. I am always fascinated with the number of these bugs and I could admire them for hours, listening to their buzzing. I tried to take the photo of this view, but nothing can replace live experience.


Ze zrobieniem woreczków zapachowych do szafy nosiłam się już od roku. Zeszłego lata kupiłam nawet płótno, pasujące nici oraz wstążkę. Wciąż jednak nie miałam na tyle odwagi, by samodzielnie zmierzyć się z maszyną do szycia. Do tej pory wszystko, co potrzebowałam, szyłam ręcznie, a jedyna moja próba uszycia czapki na szkolne przedstawienie, zakończyła się fiaskiem (ale jak żółtodziób bierze się za zszywanie śliskiego tiulu, i to jeszcze bez przeczytania instrukcji obsługi, to tak jest). Drugą próbę (tym razem poprzedzoną uważną lekturą instrukcji) podjęłam dopiero w styczniu tego roku, gdy na bal karnawałowy zamarzyła mi się biała peleryna, co wiązało się z podszyciem strzępiących się brzegów olbrzymiej zasłony. Prawdziwej motywacji dostarczył mi jednak zebrany tydzień temu bukiecik lawendy (na zdjęciu obok świeżo zebranych malin - kolejny cudowny zapach lata). Trzeba było coś z nim zrobić, bo kurzył się i osypywał.

I was going to make aromating sachets for a year. Last summer I even bought linen, matching thread and ribbon. But I still needed enough courage to face the sewing machine. I used to sew everything I needed with a needle and thread. My only attempt to use the sewing machine while making a cap for the school performance had failed (this was because a greenhorn tried to sew slippery tulle without reading the manual). Another attempt (that time after reading carefully the manual) took place this year in January, when I decided to make white cape for a fancy-dress party and needed to line the edge of a big curtain. However, it was a bunch of lavender that has really motivated me. I collected it a week ago (in the photo there's also a bucket of fresh raspberries - another wonderful scent of summer), that's why I needed to do something with it. The bunch started simply to lose flowers and get dusty.




Po raz trzeci w życiu zasiadłam więc do maszyny. Efekt oceńcie sami, woreczki poukładane są chronologicznie od lewej. Moim zdaniem, jak na tak małe doświadczenie nie jest źle, choć czeka mnie jeszcze dużo ćwiczeń. Na szczęście, szaf mam w domu sporo. ;)

It was the third time in my life when I used the sewing machine. You can see the effect, I set sachets in chronological order from left to right. In my opinion, it's not bad, considering my little experience. However, I still need some practice. Fortunately, there are many storage places in my house. ;)

czwartek, 23 czerwca 2016

Noc czerwcowa / June Night

Noc świętojańska jest pełna tajemnic i magii. To właśnie w jej trakcie według ludowych podań można znaleźć kwiat paproci, czarownice spotykają się na Łysej Górze, a dziewczęta puszczają wianki na rzece w nadziei, że wyłowi je jakiś przystojny młodzieniec. Nawiązując do tego zwyczaju, specjalnie na wyzwanie Szuflady przygotowałam bransoletkę - wianek z koralikowych kwiatków.

Midsummer night is full of magic and mysteries. During this night, according to Polish folk tales, you can find a fern flower, witches meet on Łysa Góra (Bald Mountain) for their sabbath and girls set floral wreaths adrift on the river and hope that hadsome men will find them. Referring to that custom, I have prepaded a bracelet for Szuflada challenge. It's a wreath made of beaded flowers. 

Podczas jej tworzenia, w głowie wciąż wybrzmiewał mi wiersz Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego pt. Noctes Aninenses. Konkretnie, jego druga część zatytułowana Pieśń o nocy czerwcowej. Przytoczę tu kilka strof, w których wypowiada się sama Noc- czarodziejka:

Ja jestem noc czerwcowa,
królowa jaśminowa,
zapatrzcie się w moje ręce,
wsłuchajcie się w śpiewny chód.


Oczy wam snami dotknę,
napoje dam zawrotne
i niebo przed wami rozwinę
jak rulon srebrnych nut.


Oplącze was to niebo,
klarnet uczynię z niego
i będzie buczał i huczał,
i na manowce wiódł.


Ja jestem noc czerwcowa,
jaśminowa królowa,
znaki moje są: szmaragd i rubin,
i pieśń moja silniejsza niż głód.

While making a bracelet, I recalled Noctes Aninenses (The Anin Nights) - a poem by Konstanty Ildefons Gałczyński. A second part of it, entitled Pieśń o nocy czerwcowej (Song of the June Night) was still sounding in my head. I would like to present here some verses, in which the Night is presented as the fairy and speaks to us. It's my own translation. Unfortunately, only a few Gałczyński's poems are available in English version (link).

I am the June Night,
the Jasmine Queen,
look at my hands
and listen to my melodious steps.

I will touch your eyes with dreams,
give you vertiginous drinks
and spread the sky before you
like a roll of silver musical notes.

You will be captivated by the sky
which I will turn into the clarinet
and it will buzz and blare
and lead you astray.

I am the June Night,
the Jasmine Queen,
my emblems are: emerald and ruby
and my song is stronger than famine. 

Nietrudno się domyślić, że ten niezwykły wiersz stał się dla mnie inspiracją kolorystyczną. ;)
It's easy to make out that I was inspired by this ingenious poem while choosing the colour set. ;)

Zaczęłam od wyplatania szmaragdowych kwiatków...
I started with weaving emerald flowers...


...które następnie starałam się dopasować do rubinów i srebra.
...which I tried to match with ruby and silver after that.



Efekt końcowy - bransoletka w towarzystwie "rulonu srebrnych nut". To Sen nocy letniej Mendelssohna, oczywiście. ;)
Final effect - a bracelet accompanied by "a roll of silver musical notes". It's Mendelssohn's Midsummer Night Dream, of course. ;)



A tak bransoletka prezentuje się na ręce. Zostały mi jeszcze dwa kwiatki, zrobię z nich kolczyki do kompletu. :D
And this is how the bracelet looks on the hand. I have still two flowers left, I'm going to make matching earrings of them. :D


Pracę zgłaszam do czerwcowego wyzwania Szuflady.
This is my entry for Szuflada challenge in June.

http://szuflada-szuflada.blogspot.com/2016/06/wyzwanie-6-noc-swietojanska.html

 

sobota, 3 października 2015

Jesienne aloha

W zeszłym tygodniu było indiańsko, dziś będzie równie egzotycznie. Folklor północnoamerykański trzyma się mocno moich prac, znów za sprawą siostry. Szkoła zaczęła się na dobre, ale poza nauką jest jeszcze czas na szkolne zabawy, a te generują potrzebę posiadania dziwnych rekwizytów. Z dnia na dzień otrzymałam zamówienie na hawajski naszyjnik z bibułowych kwiatów. Na jego obmyślenie i wykonanie miałam jakieś dwie godziny, ale taka praca więcej nie wymaga, tym bardziej że z założenia nie miała być to dekoracja wielokrotnego użytku. Gdybym dysponowała większą ilością czasu, dorobiłabym zapewne więcej kwiatków (na pierwszym zdjęciu widać jeszcze fragmencik paska bibuły w kolorze żółtym, którego ostatecznie nie wykorzystałam) i trochę zagęściła ich rozmieszczenie. Mimo to, moim zdaniem ostateczny efekt (a także nad wyraz artystowskie fotki cykane w trakcie tworzenia) godny jest zaprezentowania.




Jeszcze jedna uwaga, co do tytułu: dobór kolorów nie był podyktowany żadną ideologią. Skojarzenia z jesiennymi liśćmi nasunęły mi się już po załadowaniu zdjęć do komputera. Zresztą, hawajskie wianki nie muszą być koniecznie różowe. Hibiskusy mają różne kolory.